symbol

Co roku w Izraelu powstaje tysiąc nowych firm

Eleganckie audi sunie cicho zatłoczonymi ulicami Jerozolimy. Jedzie samo. Siedzący obok mnie kierowca od czasu do czasu zerka przed siebie. Jest zajęty tłumaczeniem zalet systemu prowadzącego auto.
Nie można w nim wybrać celu podróży, po czym spokojnie czytać gazetę. Za to samochód doskonale radzi sobie w korkach, wyręczając kierowcę.
– Dzięki temu systemowi, gdy pojawiam się w pracy, nie odczuwam zmęczenia i stresu – tłumaczy kierowca. Jego miejsce pracy to firma Mobileye. Jej siedziba mieści się w nowej dzielnicy Jerozolimy, gdzie z dnia na dzień wyrastają nowe budynki z obowiązkową tu fasadą z jasnego kamienia. Lokują się w nich nowe firmy powstające w Izraelu w błyskawicznym tempie.
Liczy się tylko hi-tech
Większość zajmuje się elektroniką. Izrael przeżywa prawdziwy boom w tej dziedzinie. Ma ambicje stać się jedną wielką Krzemową Doliną. Dla kraju, który dopiero od niedawna dysponuje złożami ropy i gazu w szelfie Morza Śródziemnego i nie ma innych surowców naturalnych, rozwój nowoczesnych technologii jest jedynym sposobem na zapewnienie trwałego wzrostu.
Przykładem Mobileye. – Naszą siłą jest innowacyjność. Wyprzedzamy konkurencję o kilka lat – chwali się szef firmy Ziv Aviram. W przeciwieństwie do rywali, np. Google, Mobileye produkuje systemy korzystające z zaledwie jednej kamery rejestrującej otoczenie pojazdu. Inni stosują wiele kamer, co stwarza zdecydowanie więcej problemów technicznych.
Sercem systemów Mobileye jest chip, który przetwarza dane za pomocą skomplikowanych algorytmów. – To właśnie stwarza największe trudności, które z wolna rozwiązujemy – mówi Aviram. Wielkim osiągnięciem było opracowanie programu pozwalającego na identyfikację osób na drodze pojazdu.
Udział Mobileye w światowym rynku systemów wspomagających kierowcę sięga 
90 proc. Z największych firm samochodowych jedynie Volkswagen i Toyota nie współpracują z Mobileye. Czyni to jednak należące do grupy VW Audi.
Systemy Mobileye działają już w 6 mln aut na świecie. W 2018 r. będą już w stanie wyręczyć całkowicie kierowców w ruchu miejskim, a rok wcześniej poza miastami. Elektroniczne komponenty powstają w fabryce na Sri Lance. Firma zainwestowała już w rozwój 2 mld dol. Od 2014 r. jest na nowojorskiej giełdzie, co pozwoliło jej pozyskać 890 mln dol. – rekord wśród wchodzących tam spółek z Izraela.
Porażka, potem sukces
Nigdzie na świecie nie powstaje więcej start-upów – nowych małych czy nawet jednoosobowych firm starających się przekuć w finansowy sukces swój pomysł, najczęściej z zakresu technologii. W końcu Izrael jest „Start -up Nation”, jak głosi tytuł książki Dana Senora i Saula Singera. W ośmiomilionowym kraju są co najmniej 4 tys. takich firm. Inaczej mówiąc, jeden start-up na 2000 mieszkańców. To świadczy o duchu przedsiębiorczości. Każdy chce odnieść sukces we własnym biznesie. – Takie jest nasze DNA – słychać tu nierzadko.
Co więcej, nikogo nie zraża porażka. – To dzięki niej osiągnęliśmy sukces – wspomina Ori Lahav, współwłaściciel firmy Outbrain z siedzibą w Natanji, firmy z segmentu content marketing oferującej dostęp w sieci do treści całej gamy światowych wydawców.
Rekomendacje, czyli dokonany przez firmę wybór treści internetowych, docierają do ponad 80 proc. odbiorców sieci w USA. Liczba rekomendacji przekroczyła już trudny do wyobrażenia pułap 200 mld.
Lahav wraz z przyjacielem Yaronem Galai wiele razy próbowali znaleźć formułę dla firmy, zanim trafili na szczyt. – Nie udało nam się z naszą pierwszą firmą Tabular. Rozczarowanie było ogromne, ale nie poddaliśmy się – wspomina Ori Lahav.
Podobnie jak Gabriele Manasse, twórca spółki Bablic zajmującej się tłumaczeniem stron internetowych na wiele języków. Ułatwia to firmom dotarcie do lokalnych rynków. Gabriele próbował zakładać firmy w rodzinnych Włoszech 
i we Francji, lecz sukces odniósł dopiero w Izraelu. – Tu są inne zwyczaje. Nie jest tak jak w Europie, gdzie większość ludzi sukcesu to osoby po pięćdziesiątce. To właśnie stwarza inną atmosferę – mówi. W dodatku w Izraelu wszyscy znają wszystkich i stosunkowo łatwo znaleźć nieodzowne kontakty.
Pod jednym warunkiem – że ma się izraelskiego partnera. Czy jest się Żydem czy nie, nie ma znaczenia. Liczy się biznes. W dodatku izraelski biznes jest wyjątkowo mocno związany z USA, co oznacza, że działając tu, ma się ułatwione kontakty w Stanach. Europa w izraelskim biznesie jest na dalszym planie.
Jednak Izrael wśród 500 największych na świecie firm ma zaledwie jedną, Teva Pharmaceutical Industries.
Wśród przyczyn tego, że obiecujące małe i średnie firmy nie rozrastają się do wielkich rozmiarów, leży to, że twórcy sprzedają je dość szybko, najczęściej zagranicznym oferentom. Można to porównać do sprzedaży sadzonek zamiast owoców. Media narzekają, że nie jest to dobre dla gospodarki, choćby dlatego, że nie rosną firmy gwarantujące miejsca pracy.

Autor: Piotr Jendroszczyk

Źródło: Rzeczpospolita

Numer wydania: 10196Strona: B-007